Rumunia, Bułgaria i słowacki zamek w Bojnic

Rumunia i Bułgaria to dwa malownicze, graniczące ze sobą kraje, które położone są w południowo – wschodniej Europie. Znaczną część granicy między tymi dwoma państwami wyznacza rzeka Dunaj, która tworząc deltę wpada do Morza Czarnego. Delta jest Światowym Rezerwatem Biosfery. Choć pewnie wielu z was Rumunia skojarzy się z zwiedzaniem tak zwanego Zamku Draculi, a myśl o Bułgarii przyniesie wizje rajskich wakacji spędzonych na plażach w Złotych Piaskach, to oba kraje mają o wiele więcej do zaoferowania. Dużą część powierzchni w obu krajach stanowią góry. W Rumuni do najwyższych szczytów górskich można zaliczyć: Moldovenau (2544 m), Negoiu (2535 m) i Vistea Mare (2527 m), a w Bułgarii największym i za razem najbardziej popularnych szczytem jest Musała (2925 m). Różnorodne ukształtowanie, fauna i flora, bogata kultura i historia tych krajów sprawia, że zachwycają one swoim pięknem, a urlop tu jest czarujący.

Swoją wyprawę po Rumuni i Bułgarii rozpoczęliśmy od Kopalni Soli w Turdzie. Eksploatację zakończono tu w roku 1932, a w 1992 została ona otwarta dla zwiedzających. Ceny biletów mieszczą się granicach od 8 do 15 lei. Kopalnia jest wyjątkowa, ponieważ oprócz zwiedzania tak jak w innych kopalniach tuneli etc. Można tu napotkać na sale z amfiteatrem , diabelskim młynem i łodziami, a ona sama jest zaliczana do jednej z największych i najstarszych kopalni w Europie. W sumie moja pierwsza myśl jak ujrzałam to miejsce – wygląda jak ala wesołe miasteczko. Widok jest niesamowity i zapiera dech w piersiach. Mi samej udało się dostać i popływać łodzią, więc byłam bardzo usatysfakcjonowana. Wspomnienia z kopalni utkwiły mi bardzo w pamięci.  Dlatego też, jeżeli ktoś jest lub będzie w Rumunii i będzie miał taką możliwość, to powinien koniecznie odwiedzić to miejsce. Bardzo uciążliwe są tu kolejki. O ile zejście pieszo na dół idzie sprawnie, to dostanie się do windy w drogę powrotną graniczy z cudem. Ja ze względu na to, iż skorzystałam z większości atrakcji i ponaglał mnie czas, dosłownie wybiegłam z kopalni po schodach. Nie radzę tego dystansu pokonywać w ten sposób. Najlepiej przeznaczyć sobie trochę więcej czasu, na jej zwiedzenie, i albo spacerkiem udać się w drogę powrotną, albo poczekać cierpliwie na windę. W celach informacyjnych dodać tylko muszę, że należałoby się dość ciepło ubrać przed zwiedzaniem, gdyż przez cały rok temperatura utrzymuje tu wartość około 12 stopni Celsjusza.

 

Po Kopalni pojechaliśmy do Alba Julia  miasta położonego w Siedmiogrodzie. Tutaj zwiedziliśmy między innymi cytadelę, sobór koronacyjny jak również jeden z najcenniejszych zabytków Siedmiogrodu – katedrę św. Michała z XIII wieku, w której znajduje się  między innymi grób polskiej księżniczki Izabeli Jagiellonki. Katedra została zbudowana na planie krzyża łacińskiego. Sobór natomiast zbudowany został w latach 1921-1922 dla upamiętnienia zjednoczenia w Alba Julii Siedmiogrodu z Rumunią. W 1922 roku koronowano w nim na króla Rumunii Ferdynanda I. Monumentalna budowla w stylu narodowym przyciąga wielu turystów i mieści się na rozległym placu otoczonym murami. Na plac soborowy wchodzi się przez bramę w wysokiej dzwonnicy. Zarówno zobaczenie najważniejszych zabytków miasta, jak i spacer po nim jest bardzo przyjemny.

Następnego dnia wybraliśmy się w drogę szosą transfogarską. Droga ta została wybudowana w latach 1970–1974 na polecenie Nicolae Ceaușescu. Ze względu na jej liczne zakręty, obowiązuje tutaj ograniczenie prędkości do 40 km/h, a tunel w najwyższym punkcie drogi jest zamknięty od października (lub listopada) do kwietnia (lub maja), z powodu opadów śniegu i porywistych wiatrów. Jeśli więc chce się zobaczyć to miejsce, to podróż należy zaplanować na miesiące, w których trasa jest dostępna. Wybierając się na tą wycieczkę bardzo liczyłam na widoki jakie tu napotkam, niestety akurat w ten dzień, w który przyszło mi nią jechać pogoda nie była łaskawa. Zaskoczyła nas mgła i dodatkowo opady deszczu, co bardzo też utrudniało przejazd tą krętą drogą. Z tego powodu wciąż marzę, żeby tam wrócić i zobaczyć to czego nie udało się za pierwszym razem.

Kolejnym punktem już na terenie Bułgarii , który zobaczyłam był monastyr Archanioła Michała, który został wykuty w wapiennej skale w latach 1218 – 1235. Monastyr został wpisany na światową listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Jeśli ktoś nie lubi takich miejsc zachowanych starych fresków malunków to odradzam, ale jeśli ktoś z Was jest pasjonatem sztuki pod każdą postacią, to zachęcam do podróży po tym miejscu.

Po tym przyszedł czas na Bałczik, a mianowicie na pałacyk i ogrody królowej Marii. Bałczik jest to niewielkie miasto aczkolwiek niezwykle ujmujące i malownicze, położone nad brzegiem Morza Czarnego. Biały letni pałacyk Królowej Marii wzniesiony został na polecenie ówczesnego rumuńskiego króla Ferdynanda I . Pałacyk otoczony jest parkiem, w którym można znaleźć ogród botaniczny. Oprócz zabytkowych wnętrz obejrzeć możemy tu drugą na świecie co do wielkości po Monaco kolekcję kaktusów. W ogrodach można również degustować tamtejsze wino. Mi najbardziej zasmakowało figowe, które nie należało jednak do tanich, ale było warto go zakupić. Moja butelka czekała cały rok na otwarcie, na specjalną okazję. Jeśli zamierzamy tu zakupy, to proponuje wymienić więcej pieniędzy. Ja niestety tego wydatku nie przewidziałam i po zakupie wina musiałam udać się szybko na wymianę gotówki do kantoru. 

Po tym udaliśmy się do położonego pośród malowniczych lasów, oddalonego o około 4 km w kierunku południowo-zachodnim od Złotych Piasków średniowiecznego klasztoru skalnego w Aładży. Ta wykuta w skale świątynia założona została prawdopodobnie już w IV wieku n.e., jednak obecna konstrukcja wraz z wyposażeniem pochodzi z XII wieku. I tutaj na teren obiektu weszłam, ale do samego monastyru już nie, ponieważ znajduje on się na szczycie wzniesienia i dla mnie była to za duża przestrzeń wysokościowa, którą trzeba pokonać, więc oprócz widoku z dołu tak naprawdę nie zobaczyłam tego, co było najważniejsze. Czego troszkę żałuję, no ale cóż zrobić jak się ma lęk wysokości.

Kolejnym punktem był spacer po Nessebar. Nessebar to romantyczne miejsce  z 3000-letnią historią, kulturą i tradycją wielu osadników, którzy odcisnęli swoje piętno w tym zachowanym po dzień dzisiejszy starożytnym mieście. Znajduje się  ono na światowej liście dziedzictwa kultury UNESCO i jest to najstarsze miasto w Bułgarii. Zostało ono założone przez Traków i nazwane „Mesambrią”. W VI miasto stało się jedną z Greckich kolonii, którzy je rozwinęli i otoczyli murami obronnymi.

Po Nessebar udaliśmy się do Zamku Ravadinowo, bilety są tutaj drogie, a sam zamek stworzony został w dzisiejszych czasach. Nie jest to typowy zamek z dawnych lat, ale mimo to prezentuje się jako bajkowy zamek z piwnicą winną oraz pięknym ogrodem z fontannami i jeziorem. Wygrał on w 2016 r. w kategorii atrakcji turystycznych konkursu A ‘Design Award. Muszę przyznać, że mi bardzo przypadł do gustu i miło upłynął mi tu czas na spacerze i jego zwiedzaniu. Dla mnie bardzo fajne i godne zobaczenia miejsce.

Kolejnego dnia wybraliśmy się na rejs łodzią w rezerwacie przyrody Ropotamo. Rezerwat znajduje się na południe od Sozopolu, w odległości 12 km. Rozpościera się on na obu brzegach rzeki o tej samej nazwie. Rzeka nie jest duża, nie zachwyca też progami wodnymi. Jej jedyny urok tworzy wspaniały las typu „łongoz” i całe tafle lilii wodnych. Rosną tu wiązy, jesiony, jawory i wiele innych krzewów, a wszystko oplecione jest  przez bluszcz. Na mnie jednak rejs przez całą tą roślinność zwisającą nad wodami Ropotamo nie wywarła pozytywnego wrażenia. Zadziało się tak głównie dlatego, iż owady kąsały tam jak szalone i chyba to była taka główna atrakcja, która tu na mnie czekała. Dlatego polecam wziąć ze sobą jeśli już tu się wybieramy coś na ukąszenia.

Innymi atrakcjami były jeszcze zwiedzenie męskiego Monastyru w Baczkowie i Monastyru Rilskiego, który jest uznawany za najpiękniejszy w Bułgarii co widać na zdjęciach.

Jeśli chodzi o pierwszy to monastyr ten został założony w 1083 przez Gruzina Grigola Bakuriani, jego pierwszymi mieszkańcami byli mnisi gruzińscy. Jednak jeżeli mamy do wyboru i nie mamy zbyt dużo czasu to polecam zwiedzenie tego drugiego, bowiem naprawdę warto. Monastyr Rilski jest usytuowany w kotlinie masywu górskiego Riła. Jest on ważnym symbolem bułgarskiego oporu przeciwko tureckiemu panowaniu, a także odrodzenia narodowego w XVIII i XIX wieku. Wewnętrzny dziedziniec monastyru otaczają trzykondygnacyjne budynki z łukami pomalowanymi na czarno i biało oraz drewnianymi krużgankami, mieszczące cele mnichów. Ozdobą świątyni są  również freski i olbrzymi ikonostas.

Kolejnym miejscem na trasie którego nie można minąć jest Sofia stolica i największe miasto Bułgarii. W Sofii możemy zobaczyć Cerekiew bojańską, sobór Świętego Aleksandra Newskiego oraz synagogę sefardyjską.

Na koniec wyprawy już w drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze na Słowację do Zamku w Bojnicach, a że wszystkie zamki uwielbiam, to tym też byłam zachwycona. Jest to romantyczny zamek z częściowo zachowanymi oryginalnymi gotyckimi i renesansowymi elementami architektonicznymi i jest to jeden z najbardziej znanych zamków na Słowacji.

To już koniec mojej relacji z tej wyprawy. Jeśli  Wam się podobała zachęcam do lajkowania, udostępniania, odwiedzenia nas na mediach społecznościowych, no i do czytania kolejnych naszych postów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *